wtorek, 22 stycznia 2008

Zostałem redaktorem dziennika...

Według polskiego prawa strony internetowe aktualizowane częściej niż raz w roku to prasa. Dlatego też należy je rejestrować w sądzie jako czasopisma. W przeciwnym wypadku ich prowadzenie jest nielegalne.

O tym, że polskie prawo jest niedostosowane do współczesnych realiów było wiadomo od dawna. Niestety, zamiast wykonać jakiś krok naprzód, wykonano bardzo duży i niebezpieczny krok wstecz. Sąd Najwyższy w swojej interpretacji zdecydował, że strony internetowe aktualizowane przynajmniej raz w roku powinny być rejestrowane. Jeśli są aktualizowane częściej niż raz w tygodniu, powinny być rejestrowane jako dzienniki. A skoro strona jest prasą, to prowadzący staje się automatycznie redaktorem naczelnym i jest odpowiedzialny za publikacje sprostować oraz za treść wpisów użytkowników. Takim wymogom podlegają więc prawie wszystkie polskie strony, łącznie ze sWeETaśNyMI blOgaSkAMi i zamieszczanymi pod nimi eLo kOmCIamI od koFFanYch loodZIkufF.

Piotr Waglowski ze znanego serwisu prawniczego vagla.pl zwraca uwagę, że w pierwszej kolejności swoje strony powinny zarejestrować organy administracji publicznej. Zapytał Komendę Główną Policji czy zarejestrowała swoją stronę. Jak można się było domyślić, taka rejestracja nie została dokonana. Nie jest to dziwne. Absurdalne przepisy są omijane nie tylko przez zwykłych internautów. Miejmy nadzieję, że szybko zostaną zmienione.

Źródło: Rzeczpospolita

znalezione i żywcem skopiowane z: www.allejaja.yoyo.pl, tam z kolei wzięło się toto skąd inąd.

sobota, 19 stycznia 2008

Natchnione nauki mistrza Naumatyzmu part I


Pod wpływem przeczytanych ostatnio nauk całej rzeszy filozofów starożytnych i Kartezjusza postanowiłem w końcu (zapewne ku uciesze kilku osób) nadać znaczenie pewnemu pojęciu, które pojawiło się w moim umyśle jakiś rok temu. Owo pojęcie zwie się 'naumatyzm'.
Naumatyzm jest nazwą pewnej szkoły filozoficznej, której podwaliny niegdyś położyłem podczas jednej z audycji z cyklu "Wolna Lista" prowadzonych wspólnie z Matim_Urundą. Teraz, po roku nie bardzo pamiętam o co dokładnie chodziło, postanowiłem jednak trochę porozmyślać nad światem i opublikować w tym miejscu swoje wnioski. Zapomniałem dodać, że Naumatyzm jest zdaje się systemem filozoficznym pokrewnym Szanityzmowi.
O czego by tu zacząć?
Kurwa, zawsze ponoć początek jest najgorszy. Ale mam pomysł.
Dane mi było ostatnio czytać wywiad z niejakim Josephem Campbellem, człowiekiem, który całe chyba swoje życie poświęcił na lekturę i badanie mitów. Ów czytany przeze mnie tekst to w większości suche pierdy z octem, ale jest fragment, który mnie zadziwił. Campbell mówi, że jeśli będzie się czytało mity (głównie innych wierzeń niż nasze) to bez problemu prędzej czy później odnajdziemy własną drugą połowę. Celnie. Bez żadnych pomyłek, tą jedną, jedyną osobę, która jest nam zapisana wśród gwiazd (hm, taka piosenka była... "Zapisany wśród gwiazd", świętej pamięci Ikarion). Pan Józek (będę tak nazywał Josepha Campbella, krócej będzie) przytacza mit o dwóch połowach czegoś tam, często używaną metaforą jest stwierdzenie "dwie połowy jabłka'. Więc ja pytam: panie Józku, znalazłeś pan swoją Herę (mam na myśli mityczną boginię o o imieniu Hera, nie heroinę)???? Jaki związek z Twoimi poszukiwaniami, zacny Józefie, miały mity???? Już nie wspominając o tym, że jabłko to również mityczny owoc zakazany...
I ja tak sobie myślę: czy małżeństwo jest potrzebne ludzkiemu duchowi? Wiem, że jest to przydatne w życiu społecznym, państwowym itp., papierki, pity, nipy, pipy, chuje muje. Ale dla czegoś, co nazwę tu umownie "duszą"???
Nie wspominając o tym, że lubię korzystać z życia. Facetów, którzy lubią korzystać z życia kobiety nazywają "szowinistami". Kobiety, które lubią korzystać z życia są z kolei nazywane przez inne kobiety "kobietami wyzwolonymi", "emancypantkami", przez facetów natomiast "nimfomankami", "łatwymi laskami". Sprowadzam wszystko do sexu i procesów biologicznych? Zapewne tak. Niemniej nie zapominajmy, że gdyby nie sex, bulgot hormonów i procesy biologiczne, to ja bym tego nie pisał, a Ty, drogi czytelniku nie siedziałbyś przed monitorem.
Wracając do tematu... Skoro są tacy ludzie, jak wymienieni w poprzednim akapicie, to po co szukać drugiej połówki? Po co małżeństwo? Po co sobie coś narzucać, ograniczać cel? Niech nasze założenie nie brzmi "będę szczęśliwy z jedną kobietą do końca życia" a "będę szczęśliwy". I jeśli rzeczywiście uda się osiągnąć szczęście z jakąś dziewczyną, to świetnie. Jeśli osiągniemy stan szczęśliwości z 3 innymi kobietami (muszę to wszystko jeszcze przemyśleć w odniesieniu do homoseksualistów) codziennie, to też zajebiście.
Nauka z tej lekcji brzmi: nie ograniczajcie swojego pola widzenia, patrzcie szerzej, dookoła, w górę, w dół, w głąb, za, przed, wszerz i wzdłuż. I tak chodzi tylko i wyłącznie o Was.

Tak pracują Kulturoznawcy

Na studiach bywa tak, że czasami trzeba zrobić coś innego niż palenie fajek i picie browarów. Czasami nawet trzeba coś NAPISAĆ!! Do napisania czegoś potrzebne są pewne przybory: papier, ołówek (może być długopis, w niektórych przypadkach inne przedmioty brudzące). W dzisiejszych czasach przydatny jest komputer z klawiaturą, myszką i odpowiednim oprogramowaniem. Ale to nie wszystko. Niezbędne są też takie umiejętności jak pisanie, czytanie, a w przypadku pisania na komputerze obsługa tego urządzenia i wspomnianego oprogramowania. Pisanie pracy na studiach czy w szkole wyróżnia się zazwyczaj narzuceniem wenie twórczej i talentowi ucznia kierunku pisania, w którym ten talent i ta wena powinna się rozwinąć - tematu pracy. W 99, 999999% temat pracy jest tak suchy, bezpłodny, nieeksploatowalny, bezsensowny i pojebany, że próba skierowania swojego talentu twórczego w jego rejony, kończy się dla rzeczonego talentu śmiercią. Z tym łączy się zniechęcenie do pisania czegokolwiek, od eposów poczynając na sms-ach kończąc. Ale czasami bywa tak, że nauczyciel zdaje sobie sprawę z efektów narzucania tematu, albo po prostu nie chce mu się myśleć. Taka sytuacja zaszła na Kulturoznawstwie na pewnym Uniwersytecie, kazano studentom napisać pracę na temat zupełnie dowolny. Jedna z moich koleżanek z roku napisała pracę o mnie i kilku innych osobach z naszego roku. Odradzam interpretowania tego tekstu dosłownie, raczej polecam rozumienie go zupełnie na opak. Mam także kilka wątpliwości co do mojej postaci.
1. cenię sobie wolność, żadne małżeństwo mi nie w głowie, zwłaszcza, że wolę młodsze ode mnie kobiety... (sory Paulina)
2. dlaczego kurde jestem rogaczem?? Chyba muszę przeprowadzić dłuższą rozmowę z moją dziewczyną...
3. nie wiem o co chodzi z tym Adamem... nic do niego nie mam i nie mam zamiaru mu niczego ucinać!

Na chwilę obecną to tyle. Enjoy.

Opowieść o jednorożcu Jakubie i ważce Agacie

Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami istniało magiczne królestwo zwane Bellacjum. W królestwie tym rosły najpiękniejsze rośliny, woda była najsłodsza a powietrze najczystsze. Było to najśliczniejsze miejsce na świecie, pełne barw, zapachów, muzyki, którą tworzyły szmery czarodziejskich potoków, śmiechy elfów i szepty nimf. Spośród wszystkich nieziemskich stworzeń i istot zamieszkujących Bellacjum najmądrzejsze i najpiękniejsze były jednorożce. Podobne były do koni, jednak ich sierść mieniła się złotem i srebrem a z karków wyrastały skrzydła, delikatne niczym mgła. Tym co czyniło z jednorożców istoty magiczne i nadawało im czarodziejskich mocy były rogi (czyżby ukryta metafora mówiąca o przewadze facetów po przejściach nad resztą?). Z głowy każdego jednorożca wyrastał połyskliwy róg przybierający barwy tęczy. Nadnaturalne moce jednorożców zapewniały zdrowie i szczęście w krainie a ich wielka mądrość pozwalała na sprawiedliwe rozwiązywanie wszelkich sporów i problemów. Jak w każdym królestwie, tak i w tym, panował król, którym był najbardziej uczony jednorożec o imieniu Jakub (ma się rozumieć - o mnie mowa). I choć od wielu lat Bellacjum było najszczęśliwszym i najbezpieczniejszym miejscem to właśnie za rządów Jakuba miała się wypełnić straszliwa przepowiednia zapomniana przez niemal wszystkich, z wyjątkiem ważki Agaty.
Jakub, jak co dzień, wstał o świcie ze swego legowiska i pocwałował do źródełka by ugasić pragnienie (kraina winem i miodem płynąca). Wybrał swoją ulubioną drogę poprzez cichy zagajnik. Gdy galopował rozmyślając o nadchodzącym dniu, a wschodzące słońce pieściło promieniami jego srebrzystą sierść, zauważył, że odczuwa dziwny, niczym nie uzasadniony niepokój. Postanowił jednak zignorować to uczucie i ruszył w dalszą drogę. W tym samym czasie to samo złe przeczucie ogarnęło ważkę Agatę, ona jednak wiedziała, że nie można ignorować intuicji, a wróg jakim jest zło uderza zawsze wtedy gdy czujność jest uśpiona. Agata, mieszkająca na odległym magicznym bagnisku, od lat była samotnikiem i stroniła od kontaktu z innymi stworzeniami (dobry motyw, nawet nie wiem, jak skomentować). Nie mogła jednak dopuścić by przepowiednia została spełniona, to ona była matką chrzestną Jakuba. Jako jedyna żyjąca istota pamiętała dzień jego narodzin i wygłoszenie przepowiedni (to stare dupy z nas, jak widać!). Kiedy przyjęła tytuł matki chrzestnej źrebaczka wiedziała, ze staje się częścią jego historii i właśnie teraz nadszedł moment by stanąć na wysokości zadania. Ważka rozwinęła skrzydła koloru bułki tartej (to o kolorze bułki tartej to mój ulubiony fragment) i ruszyła w kierunku zamku mając nadzieję, że pomówi z królem przed zachodem słońca.
Tymczasem niezwłocznie po wypełnieniu królewskich obowiązków Kuba udał się do swojej ukochanej księżniczki Paulinki. Wszyscy mieszkańcy królestwa czekali na informacje o królewskich zaręczynach, jeśli bowiem jednorożec oddał swe serce jednej istocie nie był już w stanie nigdy pokochać kogoś innego. Na szczęście Paulinka odwzajemniała uczucia Kuby a ich miłość była tematem wielu dyskusji i pogawędek (pieprzeni paparazzi zawsze wyciągną jakieś brudy). Zawsze gdy kopyta jednorożca uderzały o płyty dziedzińca Paulinka już czekała na lubego, tym jednak razem Jakub nie zastał jej oczekującej, co gorsza nie zastał jej wcale! Dostrzegł jednak coś co zmroziło mu serce i otumaniło zmysły (mamusia?)- na drzwiach ujrzał symbol racicy . Taki znak mogła pozostawić tylko jedna istota – dzik Adam. Dzik uprowadził Paulinkę (a to skurwiel! mógł zapytać, podzieliłbym się.) wiedząc, że dla Kuby będzie to niczym nóż wbity w serce i zmusi tym samym jednorożca do chęci odzyskania ukochanej i konieczności opuszczenia Bellacjum. Tak też się stało, mimo całej mądrości jaką posiadał Kuba, nie mógł on przeciwstawić się wołaniu serca (dobra, dobra), ruszył wiec w drogę. W chwili gdy przekraczał granice królestwa, ważka Agata wlatując do Sali Tronowej, zwróciła na moment oczy w kierunku północnym – niebo pokrywały ciemne chmury ("za górami niebo mieni się czerwienią - dobrze, że nie u nas!!" - przypis zrozumiały dla wtajemniczonych). Agata wiedziała, że jest za późno.
Opuszczenie królestwa przez króla jednorożca oznaczało zanikniecie magicznej ochrony. Stworzenia zaczęły chorować, woda stała się gorzka a powietrze było tak ciężkie, że trudno było oddychać. Agata wiedziała, że tylko jedna istota może pomóc, była nią smoczyca Agnieszka (kobiety potrafią być dla siebie bezwzględne, gdyby facet nazwał jakąś dziewczynę smoczycą pewnie dostałby po ryju). Agata co sił w skrzydłach ruszyła w kierunku pieczary smoczycy (brzmi dwuznacznie). Ważka miała racje, Agnieszka wręczyła jej złoty miecz. Srogi dzik Adam zostanie pokonany tylko wtedy gdy Jakub odetnie mu ogon. Wtedy odzyska piękną Paulinkę i wrócą do Bellacjum, gdzie znów zapanuje szczęście i spokój. Po trzech dniach drogi ważka odnalazła Kubę stojącego twarzą w twarz z dzikiem Adamem. Zmęczeni walką przeciwnicy ociekali potem a z ich nozdrzy ściekała krew (ta, to ostra bitwa musiała być!). Gdy Adam miał zadać Jakubowi śmiertelny cios Agata ostatkiem sił krzyknęła:
– Łap ten miecz i utnij ogon Adamowi!
Kuba płynnym ruchem chwycił broń i zamachnął się na ogon Adama. Cios był trafny. W oczach dzika zagościła wściekłość, lecz sekundę później przemienił się w obłok dymu (magiczny czilałtowy dym - gandzia, gandzia, gandzia) i zniknął, a wraz z nim zniknęły zaklęcia, które więziły Paulinkę (wniosek - marihuana naprawia świat). Jednorożce znowu były razem. Po romantycznym powitaniu, Kuba chciał oddać cześć Agacie, gdy zwrócił się w jej kierunku dostrzegł iż leży na kamieniu (jednak nawet z marihuaną nie można przesadzać), przestraszył się i zawołał:
–Matko chrzestna Agato, co Ci jest?!
Agata podniosła na moment powieki i rzekła:
–Ten lot był zabójczym dla mych starych skrzydeł (najwidoczniej ważka Agata miała całkiem niezły lot po tym ziele), wypełniłam jednak moją misje, dopomogłam Ci synu, teraz mogę odejść .
I odeszła…
Jednorożce zapłakały nad jej ciałem, opadające łzy przemieniły ciało ważki w srebrny pył (heroina?!), który wzniósł się w powietrze i przemienił w najjaśniejsze gwiazdy. Jednorożce wróciły do królestwa, w którym zapanowała harmonia i szczęście. Dzielna Agata stała się bohaterką mitów i baśni (znów ci paparazzi), a jej gwiazdy oświetlały mroki nocy w Bellacjum. Jakub i Paulinka wzięli ślub i w radości wychowywali gromadkę małych jednorożców. Natomiast smoczyca Agnieszka zapadła w sen, by kiedyś zbudzić się ponownie i dopomóc w walce z dzikiem Adamem, bo zła nigdy nie da się zgładzić ostatecznie... (czyli będę żył długo i szczęśliwie)



Kasia Syta

poprawki, ccenzura i przypisy (odwzorowanie komentarzy padających podczas pierwszego czytania tekstu) - ja sam.

Zauważyliście ten wątek mesjanistyczny?

piątek, 4 stycznia 2008

Nowy rock


Były święta. Potem był Sylwester. Zdążyłem już zapomnieć.
Postanowień na nowy rok- brak, bo i po co mi takie kule u nóg? I tak będę przecież dążył do tego, żeby być jak najbardziej szczęśliwym człowiekiem, jak każdy. Nawet nie chce mi się o tym pisać.

Za to styczeń zapowiada mi się iście chujowo. Jakieś kolokwia, nie wiadomo kiedy, z czego i po cholerę. Ale przecież nikt złotych gór nie obiecywał, więc trza zakasać rękawy i zabrać się do roboty... KIEDY MI SIĘ KURWA NIE CHCE!
Pocieszam się tylko tym, że potem mam trzy tygodnie wolnego. I sporo planów, większość związana z jedną Osobą. I dobrze mi z tym.

Jeśli jednak miałbym rozszerzyć perspektywę na cały 2008 rok, to nie zapowiada się najgorzej. Byle tylko nie narobić sobie biedy jakimiś studiami, papierkami i takimi pierdołami i będzie git.

Na dodatek moja kolekcja płytowa powiększy się w tym roku o kilka od dawna wyczekiwanych pozycji: nowe albumy Testament, Slayera, Metalliki, Anthrax, Hunter, Acid Drinkers, prawdopodobnie też Virgin Snatch, Corruption, NoNe, Chain Reaction, Frontside. Do tego liczę jeszcze na Sznapsowe Vat 69, na Borderline Kłopotów, na NOTH (??)... i na wiele wyjebistych koncertów z moim udziałem.

Się zobaczy, jak to wszystko będzie wyglądać...

CHEERZ MOTHERFUCKERS!!

czwartek, 20 grudnia 2007

takie cudo

Znalazłem świetną stronkę, tyle, że jeszcze nie do końca wiem, ocb...
W każdym bądź razie kliknij tutaj, a zwiększysz populację mojego internetowego miasta.
Co będzie się działo dalej, zobaczymy, będę informował na bieżąco.

sobota, 15 grudnia 2007

Przygody Herlocka Sholmesa...

Zainspirowany zasłyszaną na wtorkowym karaoke piosenką pt. "Gdzie jest G?" postanowiłem wyruszyć na poszukiwania. Nie były to łatwe łowy, skurczybyk ukrył się głęboko, w miejscu bardzo zarośniętym... Ale udało mi się dorwać tego zło(dobro?)czyńcę, na dowód prezentuję poniższe zdjęcie.

Jak zeznał sam zainteresowany, przebywając przez długi czas w głębi puszczy oddawał się on uciechom cielesnym przy pomocy siebie samego, oraz zajmował się pracą naukową. Stworzył on w ten sposób podstawy dendroseksuologii i dendroginekologii.
Wspólnikiem zatrzymanego okazał się niejaki Snowden, człowiek zajmujący się nielegalnym kolportarzem twórczości G., którą to podawał do wiedzy publicznej na stronie http://snowden.blog.pl

cóż, cholera, w życiu tak bywa czasami...

http://www.wolnachata.com/content/view/296/1/
Obczajcie tego linka, ważne akcje się dzieją...
Od najbliższej niedzieli rozpoczynam nadawanie w Ultrastacji, zapraszam o 18:00.

A żeby było śmieszniej, w moim rodzinnym mieście panuje ptasia grypa... mam nadzieję, że wszystko nie upadnie na łeb, na szyję...

poniedziałek, 3 grudnia 2007

O.

O. Grudzień się zaczął. Idą święta. Chowam się. Nie lubię świąt.
Święta nie są już dziś czasem sprzyjającym kontemplacji i niosącym radość. Święta są przede wszystkim biznesem. Kolorowe światełka, gadające mikołaje z plastiku, gumy, aluminium. Jakieś łosie, renifery, pałer rendżersy. Sztuczne uśmiechy. Ludzie mówią mi "Wesołych Świąt!!" a myślą "spieprzaj dziadu". Chyba nie o to chodzi, nie?
Wolne miejsce przy stole- jest. Ale ilu z nas widząc w wigilijny poranek bezdomnego na ulicy odwraca głowę i przechodzi na drugą stronę? Sam się na tym złapałem kilka tygodni temu, wróciłem i wręczyłem jakiemuś bezdomnemu pieniądze. Podziękował i kupił sobie bułkę w budce obok, widziałem to. Resztę skwapliwie schował do kieszeni. Nie o kasę tu jednak chodzi. Najbardziej ujęło mnie to, jak na mnie spojrzał, kiedy podszedłem i wręczyłem mu pieniądze. Był najzwyczajniej po ludzku wdzięczny. Zupełnie inaczej niż starsza kobieta, której ustąpiłem miejsca w tramwaju, inaczej niż dziewczyna na uniwerku której pomogłem przetargać kilka opasłych tomów w bibliotece. Ten bezdomny był po prostu szczery. A ja byłem dumny z siebie i szczęśliwy.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą w tej sytuacji zaobserwowałem. Kiedy dałem temu człowiekowi pieniądze ludzie przechodzący obok patrzyli na mnie jak na wyrzutka, kryminalistę jakiegoś. A ja patrzyłem im prosto w oczy. Butnie. Bo to nie ja byłem w tej sytuacji jakimś skurwielem, mimo, że początkowo miałem taki zamiar. Obojętność to najgorsza cecha.

sobota, 24 listopada 2007

Ruszamy na podbój świata

Panie i panowie, wracamy do szołbiznesu. Chcemy skopać parę tyłków, ale od następnych wakacji, bo musimy nagrać płytę, teledyski, w planach mamy dvd, zostaliśmy też zaproszeni do wzięcia udziału w reality show "24 godziny z Noth", trzeba jeszcze przespać się z kilkunastoma fankami i wywołać parę skandali. A czasu nie za dużo...


Po kliknięciu wyświetli się w normalnym rozmiarze i w normalnej jakości, jakby ktoś nie wiedział...

niedziela, 18 listopada 2007

Mamy Euro!!

I znów ciśnie mi się na usta "a nie mówiłem?"
I nie chodzi wcale o to, że byłem pewien, że się dostaniemy, a o to, że reprezentacji był potrzebny ZAGRANICZNY szkoleniowiec. Pamiętam, że już po zwolnieniu Engela pojawiły się w prasie informacje, że pewien uznany trener zagraniczny jest chętny do objęcia funkcji selekcjonera. O ile dobrze pamiętam miał być to jakiś Hiszpan. Ale nie. Momentalnie wszyscy okazali swój "patriotyzm". Jak to? Trenerem reprezentacji POLSKI miałby być obcokrajowiec?? To zdrada jakaś!! Więc przyjęto Janasa. Jak się to skończyło, każdy wie. Kiedy swoją pracę rozpoczynał Beenhakker też musiał się uporać ze zmasowanym atakiem i nieufnością w stosunku do jego osoby. Początkowo nie szło mu rewelacyjnie, ale jak powiedział były premier: "Nie ważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy." A, było nie było, Leo dokonał czegoś, co nie udało się nikomu przedtem. Po pierwsze, najbardziej oczywiste, wprowadził Polskę do Mistrzostw Europy. Po drugie- otworzył umysły Polaków. Wielu z moich rodaków nie będzie już myśleć, że każdy obcokrajowiec to skurwiel, że nawet jeśli pracuje dla Polski to chce tylko SWOJEGO dobra. Może w końcu przestaniemy być ksenofobami.

Wracając jeszcze do sukcesu reprezentacji... teraz to my jesteśmy Sprite a inni to pragnienie!!

A bohaterem narodowym pozostaje w dalszym ciągu Ebi Smolarek. Gość, który wychował się za granicą, szkolił w Holandii, mówi po polsku z dziwnym akcentem. Kolejny powód na to, że musimy bardziej otworzyć się na świat. Swoją drogą, kiedyś najlepszym zawodnikiem reprezentacji był Emmanuel Olisadebe, pamiętacie?

środa, 7 listopada 2007

Uczłowieczanie bogów

W Indiach zoperowano dziś dwuletnią dziewczynkę, która urodziła się z dwoma bonusowymi rękoma i dwoma bonusowymi nogami. Oprócz tego ma ona podwójne niektóre narządy wewnętrzne. Ponoć jest to pozostałość po bliźniaczym płodzie, który przestał się rozwijać w łonie matki i został "wchłonięty". Whatever.
Mnie skłoniło do zastanowienia coś innego w tej historii. Otóż dziewczynka ma na imię Lakszmi, na cześć indyjskiej bogini, która również miała o 100% więcej rąk. Dziecko zostało nawet w swojej wiosce okrzyknięte wcieleniem bogini. A teraz to małe bóstwo zostało uczłowieczone przez 30 lekarzy. Osobiście nie wierzę w wersję o ponownym przyjściu na świat Lakszmi, jednak zastanowiło mnie to. Gdyby nagle na naszej planecie pojawił się sam Szatan, Diabeł, Boruta, Lucyfer czy jak mu tam, to pewnie też byśmy go zoperowali. Ucięlibyśmy ogon, rogi, przeszczepilibyśmy skórę żeby miała bardziej naturalny kolor, pozbawilibyśmy go jeszcze kopyt i zamontowalibyśmy w ich miejsce gustowne protezy. Siedziałby tak biedny, w nieswoim już właściwie ciele i zastanawiałby się, kto tu właściwie jest wszechmocny.
Za dużo wczoraj wypiłem...

Inna sprawa. Moje zdolności wyszukiwania muzyki znów dają o sobie znać. Odkryłem dla siebie trzy nieznane mi wcześniej kapele, każda ze wszech miar godna polecenia. Są to metalcore'owy Faust Again, Concrete, których muzyka kojarzy mi się z Fear Factory i Soilwork i hardcore'owy Preshrunk. Wszystkie pewnie pojawią się w mojej jutrzejszej Audycji Pornograficznej- godzina 18, www.wolnachata.com. Zapraszam.





Obrazek jest świetny, pochodzi ze strony deviantart.com. Jego autorem jest ~tobiee. Polecam stronkę.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Co z tą Polską?

Wczoraj wracałem do akademika i pomijając wszelkie niuanse z tym faktem związane zasłyszałem pewną rozmowę.
Sytuacja miała miejsce w pociągu relacji Kraków- Gdynia. Stałem sobie na korytarzu (czytaj: brak miejsc). W przejściu między wagonami stało sobie dwóch typków i rozmawiało. Jeden z nich jechał z samego Krakowa, wyglądał na dwadzieścia parę lat. Drugi, mocno zawiany, koło czterdziestki wsiadł w Tczewie bodajże. Spotkali się na fajku w miejscu wyżej wymienionym i okazało się, że to jacyś znajomi.
Ten młodszy opowiadał, że jedzie do pracy, że pociąg ma 15 minut spóźnienia i nie zdąży na kolejny pociąg z tego powodu. Starszy był w stanie jedynie przytakiwać. Młodszy zakończył swój gniewny wywód stwierdzeniem "jebana Polska". I to mnie jakoś uderzyło. Przemyślenia zostawiam zbłąkanej duszy, która to przeczyta.

Na koniec, żeby nie było tak gorzko, filmik:

poniedziałek, 29 października 2007

Whoa!

Tak wypasionej gierki już dawno nie widziałem. Polecam!
http://poszkole.pl/gry.php?idm=21621

piątek, 26 października 2007

Czyli można

Mati_Urunda powiada, że "człowiek to nie je taki, żeby czego nie zrobił". Wczoraj po raz kolejny okazało się, że ma rację. Zostałem przyjęty do chóru, mimo, że na przesłuchaniu ledwie trzymałem się na nogach. Wzrosła (nieznacznie ale zawsze) ilość słuchaczy radia. Co tam jeszcze...
Z drugiej strony są na tym świecie rzeczy, które cały czas (pomimo licznych starań) jeszcze nigdy się nie udały. Przykład? Próbowaliście się wyspać w akademiku? Ja próbowałem. Nie chodzi bynajmniej o jakieś wielkie huczne imprezy, choć ma to jakiś wpływ. Ale nawet, kiedy jest cicho jak makiem zasiał nie mogę spać spokojnie i obudzić się wypoczętym. Na dodatek górne partie mojego ciała są sparaliżowane tzw. zakwasami. Na pocieszenie pozostaje tylko tyle, że dziś piątek, więc idę spać. Na koniec jeszcze coś na poprawę humoru:

czwartek, 25 października 2007

Wstręt do picia

Okazało się, że 'mała wódkopijcza impreza' wcale nie była taka mała. A kac był olbrzymi. Ledwie się wczoraj trzymałem na nogach, dziś jest sporo lepiej. Mogłem być na to przygotowany, nikt nie mówił, że na studiach będzie łatwo...
Dziś odbędzie się mój powrót na antenę Radia Wolna Chata. Tak się złożyło, że przez przesłuchanie do chóru akademickiego, w którym brałem wczoraj udział (ledwie trzymając się na nogach), nie mogłem nadać mojej Audycji Pornograficznej w zwyczajowym dla niej terminie. Postanowiłem ją więc przenieść na dziś, czyli na czwartek, na godzinę 19. W ten sposób powstały- jak zauważył Sznappi- "metalowe czwartki" w RWC, po Pornograficznej bowiem, o godzinie 21:00 Sznaps zaczyna swój Zgrzyt. Na obie audycje (i wszystkie inne)- zapraszam.

Tymczasem zbieram się na sadystyczny wf, dziś czeka mnie siłownia, więc może nie będzie najgorzej.

A w głośnikach panuje niepodzielnie śp. Dimebag Darrel wraz ze śp. Panterą z wyśmienitej koncertówki "Official Live- 101 Proof".

wtorek, 23 października 2007

Przed...

Zdaje się, że dziś odbywa się mała wódkopijcza impreza mojego roku. Oczywiście zjawię się tam, choć właściwie to oni zjawią się tu, bo impreza ma mieć miejsce w moim akademcu bądź jego pobliżu. Aż ciekaw jestem, co z tego wyniknie. Ale nie o tym miało dzisiaj być, bo dziś miało być to:



To był odcinek pierwszy. Teraz czas na drugi:



Zdecydowanie bardziej wole tego gościa (choć nigdy o nim nie słyszałem) od całej masy superpoważnych sztywniaków sejmowych.

poniedziałek, 22 października 2007

Któraś tam RP

W ten sposób mamy po wyborach. Pozamiatane. Wygrało PO, głosowałem na nich, ale od euforii jestem daleki- nauczyłem się nie ufać politykom.
Natomiast jeszcze nigdy nie widziałem, żeby Polska z takim wyczekiwaniem czekała na wyniki wyborów. Każdy korytarz w moim akademiku był pusty, zza drzwi słychać było jedynie odgłosy odbiorników radiowych. Kiedy ogłoszono rezultaty usłyszałem chóralny okrzyk radości- chyba wiem na kogo głosowali studenci UG.
Niemniej- się zobaczy. Trzeba myśleć pozytywnie. I wziąć się do roboty, każdy po kolei i wszyscy naraz, trzeba budować społeczeństwo obywatelskie. Wiem, wyświechtane frazesy, ale, kurcze, prawdziwe niestety. Nie możemy czekać, aż nam ktoś coś poda na tacy. Musimy sami sobie radzić. Więc...
DO PRACY, RODACY, KAżDY BIERZE PO łOPACIE I BUDUJEMY AUTOSTRADY!!

czwartek, 18 października 2007

Z serii mrożącej krew w żyłach

Ze strony ciekawostka.pl:

"Według kalendarza Majów 21 grudnia 2012 roku, o godzinie 11.11 nastąpi całkowite zniszczenie Ziemi. Nasza planeta zderzy się z ogromnych rozmiarów planetoidą i nastąpi koniec ludzkości. A w starożytnych papirusach egiptolodzy odnaleźli informacje, że kataklizm roku 2012 przetrwa tylko niewielki procent ludzkości...

Nostradamus z kolei ostrzega, że w roku 2012 rozpocznie się trwająca 27 lat wojna pomiędzy cywilizacją chrześcijańską a islamem, nastąpi inwazja Arabów na Europę i papież zostanie wygnany z Rzymu.

W 2012 roku na niebie pojawi się specyficzny układ planet i pewnych gwiazd - ponoć taki sam miał miejsce w 9792 roku p.n.e i to wtedy właśnie wydarzył się biblijny potop.
Jedno jest pewne - wiele starożytnych ksiąg wskazuje na rok 2012 jako ważny w historii ludzkości."

Co do Majów to głowy nie daję, ale przepowiednie Nostradamusa sam przerobiłem i potwierdzam- rzeczywiście tak napisał. O inwazji Arabów pisała też chyba Sybilla, ale tu pamięć może mnie mylić.

W każdym razie wniosek jest jeden- panowie politycy, nie spieszcie się ze stadionami i autostradami na Euro 2012. Po co?

poniedziałek, 15 października 2007

URODZINY RWC

W miniony weekend zdałem sobie sprawę, że radio internetowe, którego współzałożycielem się mienię obchodzi niedługo pierwsze urodziny. Owe radio to Radio Wolna Chata, dostępne pod adresem www.wolnachata.com . Gramy w nim wszystko to, co ambitne i dobre, a jednocześnie nieobecne w mediach- metal, punk, reggae, rock, hip-hop, rap, jazz, blues, troszkę elektroniki.
Jestem dumny z tego, że coś, w co wkładałem energię, pomysły, serce przetrwało już rok. Przez te 365 dni RWC zajmowało w mojej głowie bardzo dużo miejsca, zawsze myślałem o tej inicjatywie pozytywnie. Bywało, że bylem zmęczony, bywało, że miałem dość. A jednak szło dalej. I będzie szło, nie odpuszczę. Przepraszam, nie odpuścimy. Jest nas przeciaż więcej, nie jestem sam, nigdy w zasadzie nie byłem.
Wypada wymienić i podziękować serdecznie wszystkim tym, którzy choć w najmniejszym stopniu przyczynili się do istnienia tego Radia- mati_urunda, Sznappi, Kłopot, Roots_Controla, Silent_Bob, Budrys, Muka, Martini, Bobas, Zbyh, Arek, Jerzu, Ponury, Jaca. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałem.
Wielkie DZIĘX należy się tez ludziom, którzy wspierali nas po drugiej stronie łącza, tym, którzy nas słuchali, którzy wypowiadali się na forum. Nie będę wymieniał tu wszystkich, bo każdy z radiowców wymieniłby innych ludzi. W każdym razie: DZIĘKUJEMY ZA TE 365 DNI I MAMY NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIECIE Z NAMI DALEJ.