Ktoś mi zasugerował, że jak odkurzam ten blogowy badziew po iluśtam miesiącach, to powinienem napisać co słychać, bo taka niby jest zasada, że netykieta jakaś, coś. Zatem: u mnie wporzo. Jest styczeń 2013, świat się nie skończył z jakiegoś powodu, chociaż nie wiem czy to dobrze. Generalnie jest tak, że mam ten sam komputer co ostatnio, podobne słuchawki na uszach, jest duże prawdopodobieństwo, że słucham co najmniej podobnej muzyki, pokój jest też ten sam, tylko ma mniej tapety. Ale jakby nie było, to 2012 sobie śmignął i go nie będzie więcej (G. Schetyna: "2013 rok to taki rok, którego dawno nie było w Polsce"). Trochę odkurzyłem tu i ówdzie i mam parę rzeczy, które w 2012 roku były spoko. W gruncie rzeczy 2012 rok cały był w miarę spoko, ale że polaczkiem jestem (a jednocześnie klasycznym lemingiem - i jestem z tego dumny!), to nie mogę publicznie stwierdzać, że ogólnie było dobrze.
Spokorzeczy w kolejności przypadkowej:
1. Panna H.
Panna H. jest spoko w dalszym ciągu, niespoko jest to, że pojechała i ni ma (tutaj o tym pisze).
2. Muzyka.
Muzyka jest spoko zawsze i wszędzie. Spoko były Ursynalia, gdzie zahaczony po raz kolejny został m.in. Mastodon i Slejer, a po raz pierwszy Gojira i In Flames, że już nie wspomnę o mojej gwieździe z lat dzieciństwa/wczesnej młodości, czyli Limp Bizkit. Bez bicia i bez cienia wstydu przyznaję, że okazało się, że nadal lubię. Parę dobrych płyt rzecz jasna, nie miejsce na wymienianie. Parę dobrych koncertów (Soulfly!), parę złych. A będzie jeszcze lepiej.
3. Komiks - j.w.
Wygrany jakiś czas temu tablet dobrze się przysłużył, bo robi za czytnik komiksów w cbr. Czizas, jakie perełki tam ogarnąłem, jakimiż to historyjami się pasjonowałem. Niech przypomnę tylko kilka serii: oryginalne, czarno białe TMNT, nie to kolorowe ścierwo dla dzieci (które też kocham, bo się na nim wychowałem), Deadpool, Grendel, Goon, Watchmen, Courtney Crumrin, Chew, Planetary, The Crow, The Authority... A będzie więcej i więcej, dużo rzeczy polskich, trochę oryginalnych zeszytówek zza oceanu (przecież zawsze o tym marzyłem!), kolekcja Hachette, która robi dużo dobrego. Popełniłem na ten temat kilka tekstów i jeszcze nie skończyłem. Nawet magistra o komiksach pchnąłem, obroniłem i przez pewien czas nie mogłem patrzeć na Hellboya. Ale już mogę.
4. Robota. Well, na robotę narzekać nie mogę i tu w zasadzie powinienem postawić kropkę. Dużo się dzieje, dużo wyzwań, kasa starcza, są plany i możliwości. Ludzie też w pytkę (przeważnie). In fact, praca ratowała mi życie przez jakieś pierwsze 8 miesięcy roku i nie tylko dlatego, że dzięki niej było mnie stać na utrzymanie. Taka robota jest całkiem spoko.
5. Różne małe przyjemnostki.
Małe przyjemnostki, według pożal się boże psychologów i bliżej niezidentyfikowanych amerykańskich naukowców, są kurewsko ponoć ważne w życiu. No i takie sobie mam też, a to sobie aparat kupię (po namyśle i przypomnieniu sobie ceny stwierdzam, że to wcale nie taka mała przyjemnostka...), a to bas, na którym i tak nie gram, a to sobie na siłownię pójdę (o dziwo), a to książkę przeczytam, a to w grę przytnę, a to telefonem nowym się pocieszę. Źle to zabrzmi w świetle lansowanej obecnie w tzw. "świecie zachodu" filozofii dobra, altruizmu, dziwnej etyki i zaprzeczenia egoizmowi, ale lubię posiadać.
Po przeczytaniu tego, co napisałem powyżej, muszę ze smutkiem skonstatować - co za nudny rok, ten 2012. Taki spokonudny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samo Życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samo Życie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 stycznia 2013
czwartek, 6 października 2011
Steve Jobs
Apple podało dziś, że Steve Jobs umarł.
Gościa nie sposób przecenić za jego wkład w tworzenie, hm, nowoczesności. Jobs to nie tylko Apple, to również Google, Pixar, Disney, moda na białe słuchawki i podręcznikowa wręcz kultura pracy.
Oto, jaki tekst o Jobsie napisałem do "Expressu do kawy", nr 35 (91) z 2 września.
Tekst powstał po tym, jak Jobs ogłosił rezygnację ze swojej funkcji w Apple.
Gościa nie sposób przecenić za jego wkład w tworzenie, hm, nowoczesności. Jobs to nie tylko Apple, to również Google, Pixar, Disney, moda na białe słuchawki i podręcznikowa wręcz kultura pracy.
Oto, jaki tekst o Jobsie napisałem do "Expressu do kawy", nr 35 (91) z 2 września.
Tekst powstał po tym, jak Jobs ogłosił rezygnację ze swojej funkcji w Apple.
sobota, 27 sierpnia 2011
poniedziałek, 30 maja 2011
Vat Six Nine - Promo 2011
Ciekawe ile się da napisać o dwóch kawałkach...
Zacznijmy może od tego, że moje ziomy z zespołu Vat Six Nine jakoś sobie radzą w świecie podwyższonego Vatu i właśnie wypuszczają w świat kolejny dowód swojego istnienia w postaci małego, dwukawałkowego promo. Po kolejnym przesłuchaniu stwierdzam, że VSN po paru zmianach nabrali polotu i przestali się bać aranżacji. W kawałkach zaczyna coś się dziać, schemat zwrotka-refren-zwrotka został rozwinięty i dlatego generalnie kawałki nie nudzą. Rusted Divine ma całkiem przyjemny riff i refrenik. Connection Failed jest natomiast trochę bardziej przewidywalny - po spokojnym, gitarowym wstępie rusza riff podbijany basem, potem wchodzi druga gitara i wszystko jedzie całkiem fajnie. Dość prosty riff kojarzy mi się z tym, co Lech robi w Horrorscope i - wyjaśniam - to jest pozytywne skojarzenie. Bonus w postaci grzybka wędruje do Sznapsa za wzmocnienie wokalu - w ogóle trochę więcej szaleństwa na pewno VSN nie zaszkodzi. Sznaps ma w gruncie rzeczy dość charakterystyczny i miły dla ucha głos, co dodaje VSN barw. Dlatego też refrenik w Connection Failed brzmi naprawdę fajosko, gitara jest tutaj trochę bardziej tradycyjna i połączenie ostrego gardłowego darcia ryła z melodyjką gitarową naprawdę zajebiście wyszło. Żeby nie było zbyt cukierkowo, to mógłbym powiedzieć, że trochę mi zabrakło prawdziwego brutala w tych dwóch numerach. Słychać, że chłopaki postawili na melodię i wyszło spoko, ale nic mnie nie trzasnęło z kopa w podbrzusze.
Pomimo tego duża piątka z minusem za te dwa numerki, bo są po prostu dorosłe i w pełni wykształcone. Czekam na coś więcej, bo 9 minut nie wystarczy, żeby rozwinąć skrzydła.
wtorek, 24 maja 2011
Zły brat bliźniak
Oto rysuneczek bliżej niezidentyfikowanego skrzata, który co chwilę pojawia się tu i ówdzie w sieci:
A oto pasek kultowego komiksu Calvin & Hobbes, w tłumaczeniu pochodzącym z www.calvinandhobbes.prv.pl. Odcinek z 5 lutego 1989.
kliknij na rysunek, by zobaczyć w większej rozdzielczości
Czy bystre oko zauważyło pewne podobieństwo?
A oto pasek kultowego komiksu Calvin & Hobbes, w tłumaczeniu pochodzącym z www.calvinandhobbes.prv.pl. Odcinek z 5 lutego 1989.
kliknij na rysunek, by zobaczyć w większej rozdzielczości
Czy bystre oko zauważyło pewne podobieństwo?
sobota, 19 lutego 2011
Mission impossible
Piątek. Spokojny dzień w pracy.
Zadanie:
na stronie X znajdź dane dotyczące możliwości dojazdu do lotniska w Łodzi komunikacją miejską. Przeczytaj ze zrozumieniem, pokiwaj głową z pobłażaniem i uprość tak, żeby można było to zrozumieć i z czystym sumieniem wrzucić na łamy. Podczas wykonywania zadania pamiętaj, że nigdy nie byłeś w Łodzi.
Tekst leci tak:
Część 1:
Bezpośredni dojazd do lotniska zapewniają autobusy komunikacji miejskiej linii 65 i 55:
* Z/do dworca PKP Łódź Kaliska - autobus linii 65
* Z/do dworca PKP Łódź Fabryczna - autobus linii 65, tramwaj linii 12
* Z/do dworca PKS Centralny – tramwaj linii 12, autobus linii 65
Na dworcu Łódź Fabryczna należy skierować się w kierunku północnym (przez park) do przystanku tramwajowego na ulicy Narutowicza przy Kilińskiego. Następnie wsiąść w tramwaj linii 12 jadący w kierunku zachodnim (WYSZYŃSKIEGO). Na siódmym przystanku (KOPERNIKA 59/64) należy wysiąść i pójść w kierunku zachodnim do przystanku WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA. Tam wsiąść w autobus linii 65 jadący na LOTNISKO (kierunek południowy). Uwaga autobus linii 65A nie jedzie do portu lotniczego.
* Z dworca PKS Północny - tramwajem nr 1 i autobusem nr 55
Z dworca należy pójść w kierunku północym do ulicy Wojska Polskiego. Na przystanku WOJSKA POLSKIEGO/MARYNARSKA należy wsiąść w tramwaj linii 1 jadący w kierunku zachodnim (CHOJNY). Na dziesiątym przystanku KILIŃSKIEGO/TYMIENIECKIEGO trzeba wysiąść i przejść na przystanek autobusowy TYMIENIECKIEGO/KILIŃSKIEGO, a następnie wsiąść w autobus linii 55 jadący na lotnisko. Uwaga autobus linii 55A nie jedzie do portu lotniczego.
Wersja w języku dzikich:
Quick access is provided by city buses: 55, 65
część 2:
Dojazd z dworca PKP Łódź Kaliska na lotnisko:
Wnioski:
a) odnośnie jasności przekazu w języku polskim - jaciepierdole.
b) odnośnie tłumaczenia - żółwik dla tłumacza, najwyraźniej też nie zrozumiał polskiego tekstu, ale postanowił zadbać o odwiedzających Łódź obcokrajowców i zasugerował taksówkę, żeby się bidulki nie zgubiły między kibicami Widzewa i ŁKS-u.
Zadanie:
na stronie X znajdź dane dotyczące możliwości dojazdu do lotniska w Łodzi komunikacją miejską. Przeczytaj ze zrozumieniem, pokiwaj głową z pobłażaniem i uprość tak, żeby można było to zrozumieć i z czystym sumieniem wrzucić na łamy. Podczas wykonywania zadania pamiętaj, że nigdy nie byłeś w Łodzi.
![]() | |
| fot. Introgic |
Tekst leci tak:
Część 1:
Bezpośredni dojazd do lotniska zapewniają autobusy komunikacji miejskiej linii 65 i 55:
* Z/do dworca PKP Łódź Kaliska - autobus linii 65
* Z/do dworca PKP Łódź Fabryczna - autobus linii 65, tramwaj linii 12
* Z/do dworca PKS Centralny – tramwaj linii 12, autobus linii 65
Na dworcu Łódź Fabryczna należy skierować się w kierunku północnym (przez park) do przystanku tramwajowego na ulicy Narutowicza przy Kilińskiego. Następnie wsiąść w tramwaj linii 12 jadący w kierunku zachodnim (WYSZYŃSKIEGO). Na siódmym przystanku (KOPERNIKA 59/64) należy wysiąść i pójść w kierunku zachodnim do przystanku WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA. Tam wsiąść w autobus linii 65 jadący na LOTNISKO (kierunek południowy). Uwaga autobus linii 65A nie jedzie do portu lotniczego.
* Z dworca PKS Północny - tramwajem nr 1 i autobusem nr 55
Z dworca należy pójść w kierunku północym do ulicy Wojska Polskiego. Na przystanku WOJSKA POLSKIEGO/MARYNARSKA należy wsiąść w tramwaj linii 1 jadący w kierunku zachodnim (CHOJNY). Na dziesiątym przystanku KILIŃSKIEGO/TYMIENIECKIEGO trzeba wysiąść i przejść na przystanek autobusowy TYMIENIECKIEGO/KILIŃSKIEGO, a następnie wsiąść w autobus linii 55 jadący na lotnisko. Uwaga autobus linii 55A nie jedzie do portu lotniczego.
Wersja w języku dzikich:
Quick access is provided by city buses: 55, 65
- Railway Station PKP Lodz Fabryczna, PKS Central Coach Station – tramway line 12 and than bus line 65
- Railway Station PKP Lodz Kaliska – line 65
- Central Bus Station - tramway line 12 and than bus line 65
część 2:
Dojazd z dworca PKP Łódź Kaliska na lotnisko:
- autobusem nr 65
Sprzed głównego wejścia na dworzec Łódź Kaliska należy przejść kilkadziesiąt metrów na południe a następnie skręcić w lewo, przejść pod estakadą i dojść do Alei Włókniarzy. Tam na przystanku autobusowym WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA wsiąść w autobus nr 65 jadący na LOTNISKO (kierunek południowy). Uwaga autobus linii 65A nie jedzie do portu lotniczego.
- autobusem nr 65
Na lotnisku należy wsiąść w autobus linii 65 jadący w kierunku ŚWITEZIANKI. Na dziesiątym przystanku (WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA) wysiąść. Pod drugiej stronie Alei Włókniarzy znajduje się dworzec PKP Łódź Kaliska.
- tramwajem nr 12 i autobusem nr 65
Na dworcu Łódź Fabryczna należy skierować się w kierunku północnym (przez park) do przystanku tramwajowego na ulicy Narutowicza przy Kilińskiego. Następnie wsiąść w tramwaj linii 12 jadący w kierunku zachodnim (WYSZYŃSKIEGO). Na siódmym przystanku (KOPERNIKA 59/64) należy wysiąść i pójść w kierunku zachodnim do przystanku WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA. Tam wsiąść w autobus linii 65 jadący na LOTNISKO (kierunek południowy). Uwaga autobus linii 65A nie jedzie do portu lotniczego.
- autobusem nr 65 i tramwajem nr 12
Na lotnisku należy wsiąść w autobus linii 65 jadący w kierunku ŚWITEZIANKI. Na dziesiątym przystanku (WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA) wysiąść, pójść w kierunku południowym do ulicy Kopernika i skręcić w nią w lewo. Po kilkudziesięciu metrach dochodzi się do przystanku tramwajowego (KOPERNIKA 59/64). Tramwajem linii 12 jedziemy w kierunku wschodnim. Wysiadamy na ósmym przystanku (NARUTOWICZA/P.O.W.). Z przystanku ulicą P.O.W. w kierunku południowym dochodzimy do dworca Łódź Fabryczna.
- tramwajem nr 8 lub 10 i autobusem nr 65
Z dwroca PKP Łódź Widzew należy przejść ulicą Adamieckiego w kierunku południowym do ulicy Rokicińskiej. Stamtąd tramwajem linii 8 lub 10 w kierunku zachodnim dojechać do Dworca Łódź Kaliska (l. 8 przystanek WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA, l. 10 przystanek BANDURSKIEGO /DWORZEC ŁÓDŹ KALISKA). Następnie przejść na przystanek autobusowy WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA i wsiąść w autobus nr 65 jadący na LOTNISKO (kierunek południowy). Uwaga autobus linii 65A nie jedzie do portu lotniczego.
- autobusem nr 65 i tramwajem nr 8 lub 10
Na lotnisku należy wsiąść w autobus linii 65 jadący w kierunku ŚWITEZIANKI. Na dziesiątym przystanku (WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA) wysiąść. Następnie przejść na jeden z dwóch przystanków tramwajowych. Linia 8 (kierunek AUGUSTÓW) odjeżdża z przystanku WŁÓKNIARZY/ŁÓDŹ KALISKA ESTAKADA, linia 10 (kierunek AUGUSTÓW) odjeżdża z przystanku BANDURSKIEGO/DWORZEC ŁÓDŹ KALISKA. W obu przypadkach należy wysiąść na trzynastym przystanku (ROKICIŃSKA/PUSZKINA). Następnie trzeba przejść ok. 100 metrów w kierunku północnym ulicą Adamieckiego do dworca Łódź Widzew.
From Lodz – Kaliska
|
In case of choosing public transport, we would suggest the following routes:
- At the tram stop Kilińskiego Street take Tram No 1, 4 or 5 going southward. Get off at the fifth stop at Tymienieckiego Street and take Bus No. 55.
- At the tram stop Narutowicza Street take Tram No 9 or 13 going westward. Get off at Barlicki Square (4th stop) and take Bus No 65.
![]() |
| fot. mvanrens |
Wnioski:
a) odnośnie jasności przekazu w języku polskim - jaciepierdole.
b) odnośnie tłumaczenia - żółwik dla tłumacza, najwyraźniej też nie zrozumiał polskiego tekstu, ale postanowił zadbać o odwiedzających Łódź obcokrajowców i zasugerował taksówkę, żeby się bidulki nie zgubiły między kibicami Widzewa i ŁKS-u.
sobota, 1 stycznia 2011
Porcja statystyk
Taka ciekawostka z życia tego bloga (bo ostatnimi czasy zaczyna takowe życie prowadzić).
Odkąd w październiku zacząłem zamieszczać prace z Kuriera Żuromińskiego, ilość wejść wzrosła zauważalnie. Blogspotowe narzędzia donoszą, że w październiku były 132 wejścia, w listopadzie 223, w grudniu - 341. Nie jest to wynik kosmiczny i google jeszcze nie chce mnie wykupić, ale biorąc pod uwagę, że np. w maju i czerwcu tego roku wejść było całe 0, to uznaję taki wzrost za sukces.
Najwięcej przekierowań było z www.bodenszac.blogspot.com/ - 19. Dodając do tego inne adresy i podstrony bloga Michała wychodzi łącznie 31. Najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe, przez które trafialiście tutaj to "Kurier Żuromiński". Podejrzewam, że jest to efekt tego, że Kurier nie posiada swojej wersji elektronicznej. Niemniej hasło to wyprzedziło "duchy małachowianki", które dotychczas prowadziły (ale już wszelkie możliwe kombinacje typu "duchy w małachowiance" czy "duchy małachowianka" wzięte razem biją jeszcze "Kurier Żuromiński' na głowę). Pośród najpopularniejszych tematów znalazły się jeszcze "opal anselmo", "plaża omaha" i "izabelle walicht" (wtf?).
Przez stronę przewinęło się sporo ruchu z Danii, USA, Niemiec, Kanady, byli też ludzie z Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji, Chorwacji i Słowenii.
Jako że ambitny jestem to liczę na więcej wszystkiego tego w nowiuśkim roku.
Oby był lepszy niż poprzedni, bo jak będzie taki sam, to mnie szlag trafi. A Wy sobie sami zażyczcie w moim imieniu czego tam chcecie. Najlepszego!
Odkąd w październiku zacząłem zamieszczać prace z Kuriera Żuromińskiego, ilość wejść wzrosła zauważalnie. Blogspotowe narzędzia donoszą, że w październiku były 132 wejścia, w listopadzie 223, w grudniu - 341. Nie jest to wynik kosmiczny i google jeszcze nie chce mnie wykupić, ale biorąc pod uwagę, że np. w maju i czerwcu tego roku wejść było całe 0, to uznaję taki wzrost za sukces.
Najwięcej przekierowań było z www.bodenszac.blogspot.com/ - 19. Dodając do tego inne adresy i podstrony bloga Michała wychodzi łącznie 31. Najczęściej wyszukiwane słowa kluczowe, przez które trafialiście tutaj to "Kurier Żuromiński". Podejrzewam, że jest to efekt tego, że Kurier nie posiada swojej wersji elektronicznej. Niemniej hasło to wyprzedziło "duchy małachowianki", które dotychczas prowadziły (ale już wszelkie możliwe kombinacje typu "duchy w małachowiance" czy "duchy małachowianka" wzięte razem biją jeszcze "Kurier Żuromiński' na głowę). Pośród najpopularniejszych tematów znalazły się jeszcze "opal anselmo", "plaża omaha" i "izabelle walicht" (wtf?).
Przez stronę przewinęło się sporo ruchu z Danii, USA, Niemiec, Kanady, byli też ludzie z Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji, Chorwacji i Słowenii.
Jako że ambitny jestem to liczę na więcej wszystkiego tego w nowiuśkim roku.
Oby był lepszy niż poprzedni, bo jak będzie taki sam, to mnie szlag trafi. A Wy sobie sami zażyczcie w moim imieniu czego tam chcecie. Najlepszego!
niedziela, 26 grudnia 2010
No i zobaczmy, co z tego wyszło 2, czyli naumatorskie podsumowanie rocku
Czas jakiś temu (czyli onegdaj) pokusiłem się o podsumowanie któregoś tam roku w muzyce rockowej i metalowej. Oparłem tekst na podsumowaniu z Metal Hammera bodajże. Teraz powodowany nieznanymi pobudkami zamieszczam podobny tekst mając pewną świadomość, że wszystkich gówno obchodzi, co tam sobie myślę. Schemat opieram nie ma MH, ale na wspomnianym poście.
Oczywiście zastrzegam sobie prawo do zapomnienia o paru zajebistych płytach czy wydarzeniach, tym bardziej będę wdzięczny za przypomnienie mi o nich w komentarzach. Niezwłocznie dorzucę je do zestawienia, żeby ładnie było.
A jakby się kto czepiał, to zaznaczam, że nie przesłuchałem ABSOLUTNIE WSZYSTKICH płyt, jakie się w tym roku ukazały.
Płyta roku:
Polska
1. Frontside - Zniszczyć wszystko.
ZERO wątpliwości, Frontside z każdą kolejną płytą są coraz potężniejsi i bezpośredni.
2. Acid Drinkers - Fishdick Zwei. The Dick is Rising Again.
Co prawda wolałbym premierowy materiał Kwasożłopów, ale drugi Fishdick był dobrym przetarciem dla nowego gitarzysty Yankiela. Wyszło bardzo zacnie, dodatkowe plusy za zszarganie wszystkich metalowych świętości, jak np. Metallika i Slayer.
3. Hate - Erebos.
Bardzo dobrze, że Hate nagrało ten album. Rok bez najlepszej jakości black metalu w wydaniu polskim to rok stracony.
4. Horrorscope - Delicioushell.
Czekałem i zastanawiałem się, co też thraszersi zrobią. A zrobili świetną, agresywną płytę, niestety (albo stety) daleką od mainstreamu.
5. Corruption - Bourbon River Bank.
W towarzystwie samych trhaszersów, death i black metalowców jedyna rzecz spoza tych kategorii. Nie wymaga komentarza.
6. Blindead - Affliction XXIX II MXMVI
Nie jestem zdziwiony, Blindead od zawsze był wysoko u mnie notowany za swoje podejście do muzyki.
7. Trauma - Archetype of Chaos.
Kolejna dobra płyta Traumy i znów Vadery i Behemothy czują czyjś oddech na plecach.
8. Magnus - Acceptance of Death.
Takiego oldskula dawno nie słyszałem. Death/thrash w wydaniu sprzed 20 lat!
9. Behemoth - Evangelia Heretika.
Wydawnictwo ciekawe, ale mam wrażenie, że to tylko zapowiedź tego, co się stanie, jak Nergal wróci do zdrowia.
10. Toxic Bonkers - Plague.
Na tę płytę również czekałem długo. Toxic Bonkers schodzą troszkę w stronę death metalu, ale i tak im wychodzi.
ławka rezerwowych:
1. Non Opus Dei - Eternal Circle
2. Blootwritten - Thrashin' Fury
3. Crionics - NOIR (ep)
Podsumowanie
Nad Wisłą wszyscy zachwycali się niestety Gabą Kulką, Czesławem Mozilem (tutaj akurat stety) i tym, że Nergal sypia z Dodą. Naprawdę mało było w tym roku płyt, którymi byłem AUTENTYCZNIE ZACHWYCONY. Honor uratowała ekipa z Sosnowca - album Zniszczyć wszystko urwał mi dupę. Zachwyt nad Acidami szybko ustąpił miejsca oczekiwaniu na nowy album. Do kategorii zachwycających wciąż mają szansę dołączyć Hate, Horrorscope i Blindead - te krążki wymagają ode mnie jeszcze trochę czasu.
Świat:
1. Overkill - Ironbound.
Spędziłem przy tej płycie naprawdę wiele chwil, zachwycając się jej brzmieniem i energią. Jak można mieć tyle pałera w tym wieku?!
2. Pain of Salvation - Road Salt One.
Miłość od pierwszego wejrzenia. Na tym krążku jest dosłownie wszystko, czego potrzebuję w muzyce JAKO CAŁOŚCI!
3. Deftones - Diamond Eyes.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek uda się jeszcze kapelom typu Deftones czy KoRn naprawdę mi zaimponować, a tu proszę. Silna, intensywna i bardzo emocjonalna płyta.
4. Spiritual Beggars - Return to Zero.
Klasyka przez duże K. Podręcznik hard rocka.
5. Annihilator - Annihilator.
Waters wraca do formy. Szybkie, thrashowe numery, bez zbędnych komplikacji, ale ze świetnymi aranżacjami i - o dziwo - wokalem.
6. Flotsam and Jetsam - The Cold.
Jedno z większych zaskoczeń - kapitalny powrót do mojej muzycznej świadomości. Krążek pełen smaczków i emocji facetów w sile wieku.
7. Death Angel - Relentless Retribution.
Kwintesencja ostrości w muzyce. Szarpane riffy i agresywne melodie.
8. Stone Sour - Audio Secrecy.
Przystępny rock dla wszystkich. Jeśli ta muzyka ma kiedykolwiek być komercyjna, to niech brzmi jak to.
9. Paradise Lost - Faith Divides Us - Death Unites Us.
Nie słyszałem w tym roku równie smutnej i poruszającej nowej doomowej płyty, a słyszałem dużo.
10. Chimaira - Coming Alive.
Pokaz siły, doskonale nagrany (zarówno audio jak i video).
11. Forbidden - Omega Wave.
Inni powracający zza światów muzycy powinni się uczyć od Forbidden, jak po latach wydać płytę nowoczesną, a jednocześnie będącą kwintesencją stylu.
12. Dark Tranquillity - We Are The Void.
Pod nieobecność In Flames i w momencie kiedy Soilwork stoi plecami do sceny szwedzkiego death metalu, jedynie Dark Tranquillity jest na tyle silne, żeby rzucić rękawicę powracającemu potworowi At The Gates. Obczajcie "Arkhangelsk".
13. Trigger the Bloodshed - Degenerate.
Brutalność podkręcona na maksimum. Moja osobista nadzieja na ratunek dla death metalu.
14. Danko Jones - Below the Belt.
Najlepsza chyba rock'n'rollowa płyta w tym roku. Nawet Motorhead się chowa.
15. Danzig - Deth Red Sabaoth.
Kolejny świetny powrót. Danzig zawodzi swoim płaczliwym głosem do znakomitych kompozycji. Piątka dla producenta, że udało mu się wycie starego Danziga uczynić znośnym.
16. The Acacia Strain - The Most Known Unknown.
Druga koncertówka w zestawieniu. Potężne brzmienie i doskonały kontakt z publicznością.
17. Rotting Christ - AEALO.
Najbardziej zaskakująca płyta. Death metal, a przystępny jak diabli. Death-folk jakiś.
18. Orphaned Land - The Never Ending Way of ORwarriOR.
Dowód na to, że można nagrywać płyty metalowe, które z powodzeniem będą radzić sobie w komercyjnych stacjach radiowych (przy czym ktoś musiałby Orphaned Land tam zauważyć).
19. Pro-Pain - Absolute Power.
Po prostu fajnie się tego słucha.
20. Heaven Shall Burn - Invictus (Iconoclast III).
Kolejna bardzo podobna płyta HSB. Taki styl ma u mnie plusa.
Ławka rezerwowych:
1. Soilwork - The Panic Broadcast
Musica Diablo - Musica Diablo
Murderdolls - Women & Children Last
Ghost - Ghost (demo) & Elisabeth (winyl)
Nevermore - The Obsidian Conspiracy
Cataract - Killing the Eternal
Fear Factory - Mechanize
Keep of Kalessin - Reptillan
Candlemass - Ashes to Ashes
At The Gates - Purgatory Unleashed - Live at Wacken
Soulfly - Omen
As I Lay Dying - The Powerless Rise
Finger Eleven - Life Turn Electric
Angelus Apatrida - Clockwork
Mushroomhead - Beautiful Stories fo Ugly Children
Coheed and Cambria - Year of the Black Rainbow
Texas Hippie Coalition - Rollin'
Volbeat - Beyond Heaven Above Hell
Bleed From Within - Empire
Carnifex - Hell Chose Me
Neaera - Forging the Eclipse
Daath - Daath
Impending Doom - There Will Be Violence
Mutiny Within - Mutiny Within
Ill Nino - Dead New World
Madball - Empire
Whitechapel - A New Era of Corruption
Witchery - Witchkrieg
Dimmu Borgir - Abrahadabra
Największe pozytywne zaskoczenie:
1. Powroty starych pryków thraszowych ciąg dalszy (patrz Flotsam and Jetsam, Forbidden)
2. Sonisphere
3. Paradoksalnie dzięki chorobie Nergala i temu, że pyka Dodę, metal wychodzi na salony...
4. Sporo dobrego hard rocka czy też rocka po prostu.
5. Powrót Hedfirst, mam nadzieję, że coś z tego będzie.
6. Kilka nowych, fajnych hal widowiskowych w kraju, w których można organizować duże imprezy.
Największe negatywne zaskoczenie:
1. Jak zawsze śmierć kilku osób, nawet mi się nie chce wymieniać.
2. Bullet for my Valentine i Dagoba - tak czekałem, a tak dali dupy na tych krążkach...
3. Volbeat - Beyond Hell Above Heaven to płyta dobra, ale liczyłem na coś innego
4. Mało urozmaicony polski rynek. Najlepsze tegoroczne płyty to w większości brutale. A gdzie reszta?
Nadzieje na 2011:
1. Hedfirst. Liczę na was chłopaki.
2. Taff. Nie wiem, co mu jest, ale chcę, żeby mu nie było.
3. Może coś nowego od Virgin Snatch, Hunter, Rootwater, Acid Drinkers, NoNe i reszty?
4. Zapowiedziane nowe płytki Kata z Romanem i Vadera.
5. Ciąg dalszy powrotów kapelek zagranicznych, na czele z Anthrax.
6. Zapowiedziane płytki DevilDriver, Gojira i paru innych...
Odkrycie roku:
Polska:
brak :/
Świat:
Trigger the Bloodshed
Jak najbardziej dozwolone wszelkie dyskusje i wskazówki. Zrobiłbym nawet jakieś głosowanie, gdyby mi się chciało i gdybym umiał. Dodam tylko, że powyższe podsumowanie było robione na szybko i z nudów, nie z potrzeby serca. Z góry całuję rączki za przypomnienie mi o dobrych płytach, nadziejach i wszystkim związanym z muzyką rockową, cobym mógł sobie uzupełnić braki.
Oczywiście zastrzegam sobie prawo do zapomnienia o paru zajebistych płytach czy wydarzeniach, tym bardziej będę wdzięczny za przypomnienie mi o nich w komentarzach. Niezwłocznie dorzucę je do zestawienia, żeby ładnie było.
A jakby się kto czepiał, to zaznaczam, że nie przesłuchałem ABSOLUTNIE WSZYSTKICH płyt, jakie się w tym roku ukazały.
Płyta roku:
Polska
1. Frontside - Zniszczyć wszystko.
ZERO wątpliwości, Frontside z każdą kolejną płytą są coraz potężniejsi i bezpośredni.
2. Acid Drinkers - Fishdick Zwei. The Dick is Rising Again.
Co prawda wolałbym premierowy materiał Kwasożłopów, ale drugi Fishdick był dobrym przetarciem dla nowego gitarzysty Yankiela. Wyszło bardzo zacnie, dodatkowe plusy za zszarganie wszystkich metalowych świętości, jak np. Metallika i Slayer.
3. Hate - Erebos.
Bardzo dobrze, że Hate nagrało ten album. Rok bez najlepszej jakości black metalu w wydaniu polskim to rok stracony.
4. Horrorscope - Delicioushell.
Czekałem i zastanawiałem się, co też thraszersi zrobią. A zrobili świetną, agresywną płytę, niestety (albo stety) daleką od mainstreamu.
5. Corruption - Bourbon River Bank.
W towarzystwie samych trhaszersów, death i black metalowców jedyna rzecz spoza tych kategorii. Nie wymaga komentarza.
6. Blindead - Affliction XXIX II MXMVI
Nie jestem zdziwiony, Blindead od zawsze był wysoko u mnie notowany za swoje podejście do muzyki.
7. Trauma - Archetype of Chaos.
Kolejna dobra płyta Traumy i znów Vadery i Behemothy czują czyjś oddech na plecach.
8. Magnus - Acceptance of Death.
Takiego oldskula dawno nie słyszałem. Death/thrash w wydaniu sprzed 20 lat!
9. Behemoth - Evangelia Heretika.
Wydawnictwo ciekawe, ale mam wrażenie, że to tylko zapowiedź tego, co się stanie, jak Nergal wróci do zdrowia.
10. Toxic Bonkers - Plague.
Na tę płytę również czekałem długo. Toxic Bonkers schodzą troszkę w stronę death metalu, ale i tak im wychodzi.
ławka rezerwowych:
1. Non Opus Dei - Eternal Circle
2. Blootwritten - Thrashin' Fury
3. Crionics - NOIR (ep)
Podsumowanie
Nad Wisłą wszyscy zachwycali się niestety Gabą Kulką, Czesławem Mozilem (tutaj akurat stety) i tym, że Nergal sypia z Dodą. Naprawdę mało było w tym roku płyt, którymi byłem AUTENTYCZNIE ZACHWYCONY. Honor uratowała ekipa z Sosnowca - album Zniszczyć wszystko urwał mi dupę. Zachwyt nad Acidami szybko ustąpił miejsca oczekiwaniu na nowy album. Do kategorii zachwycających wciąż mają szansę dołączyć Hate, Horrorscope i Blindead - te krążki wymagają ode mnie jeszcze trochę czasu.
Świat:
1. Overkill - Ironbound.
Spędziłem przy tej płycie naprawdę wiele chwil, zachwycając się jej brzmieniem i energią. Jak można mieć tyle pałera w tym wieku?!
2. Pain of Salvation - Road Salt One.
Miłość od pierwszego wejrzenia. Na tym krążku jest dosłownie wszystko, czego potrzebuję w muzyce JAKO CAŁOŚCI!
3. Deftones - Diamond Eyes.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek uda się jeszcze kapelom typu Deftones czy KoRn naprawdę mi zaimponować, a tu proszę. Silna, intensywna i bardzo emocjonalna płyta.
4. Spiritual Beggars - Return to Zero.
Klasyka przez duże K. Podręcznik hard rocka.
5. Annihilator - Annihilator.
Waters wraca do formy. Szybkie, thrashowe numery, bez zbędnych komplikacji, ale ze świetnymi aranżacjami i - o dziwo - wokalem.
6. Flotsam and Jetsam - The Cold.
Jedno z większych zaskoczeń - kapitalny powrót do mojej muzycznej świadomości. Krążek pełen smaczków i emocji facetów w sile wieku.
7. Death Angel - Relentless Retribution.
Kwintesencja ostrości w muzyce. Szarpane riffy i agresywne melodie.
8. Stone Sour - Audio Secrecy.
Przystępny rock dla wszystkich. Jeśli ta muzyka ma kiedykolwiek być komercyjna, to niech brzmi jak to.
9. Paradise Lost - Faith Divides Us - Death Unites Us.
Nie słyszałem w tym roku równie smutnej i poruszającej nowej doomowej płyty, a słyszałem dużo.
10. Chimaira - Coming Alive.
Pokaz siły, doskonale nagrany (zarówno audio jak i video).
11. Forbidden - Omega Wave.
Inni powracający zza światów muzycy powinni się uczyć od Forbidden, jak po latach wydać płytę nowoczesną, a jednocześnie będącą kwintesencją stylu.
12. Dark Tranquillity - We Are The Void.
Pod nieobecność In Flames i w momencie kiedy Soilwork stoi plecami do sceny szwedzkiego death metalu, jedynie Dark Tranquillity jest na tyle silne, żeby rzucić rękawicę powracającemu potworowi At The Gates. Obczajcie "Arkhangelsk".
13. Trigger the Bloodshed - Degenerate.
Brutalność podkręcona na maksimum. Moja osobista nadzieja na ratunek dla death metalu.
14. Danko Jones - Below the Belt.
Najlepsza chyba rock'n'rollowa płyta w tym roku. Nawet Motorhead się chowa.
15. Danzig - Deth Red Sabaoth.
Kolejny świetny powrót. Danzig zawodzi swoim płaczliwym głosem do znakomitych kompozycji. Piątka dla producenta, że udało mu się wycie starego Danziga uczynić znośnym.
16. The Acacia Strain - The Most Known Unknown.
Druga koncertówka w zestawieniu. Potężne brzmienie i doskonały kontakt z publicznością.
17. Rotting Christ - AEALO.
Najbardziej zaskakująca płyta. Death metal, a przystępny jak diabli. Death-folk jakiś.
18. Orphaned Land - The Never Ending Way of ORwarriOR.
Dowód na to, że można nagrywać płyty metalowe, które z powodzeniem będą radzić sobie w komercyjnych stacjach radiowych (przy czym ktoś musiałby Orphaned Land tam zauważyć).
19. Pro-Pain - Absolute Power.
Po prostu fajnie się tego słucha.
20. Heaven Shall Burn - Invictus (Iconoclast III).
Kolejna bardzo podobna płyta HSB. Taki styl ma u mnie plusa.
Ławka rezerwowych:
1. Soilwork - The Panic Broadcast
Musica Diablo - Musica Diablo
Murderdolls - Women & Children Last
Ghost - Ghost (demo) & Elisabeth (winyl)
Nevermore - The Obsidian Conspiracy
Cataract - Killing the Eternal
Fear Factory - Mechanize
Keep of Kalessin - Reptillan
Candlemass - Ashes to Ashes
At The Gates - Purgatory Unleashed - Live at Wacken
Soulfly - Omen
As I Lay Dying - The Powerless Rise
Finger Eleven - Life Turn Electric
Angelus Apatrida - Clockwork
Mushroomhead - Beautiful Stories fo Ugly Children
Coheed and Cambria - Year of the Black Rainbow
Texas Hippie Coalition - Rollin'
Volbeat - Beyond Heaven Above Hell
Bleed From Within - Empire
Carnifex - Hell Chose Me
Neaera - Forging the Eclipse
Daath - Daath
Impending Doom - There Will Be Violence
Mutiny Within - Mutiny Within
Ill Nino - Dead New World
Madball - Empire
Whitechapel - A New Era of Corruption
Witchery - Witchkrieg
Dimmu Borgir - Abrahadabra
Największe pozytywne zaskoczenie:
1. Powroty starych pryków thraszowych ciąg dalszy (patrz Flotsam and Jetsam, Forbidden)
2. Sonisphere
3. Paradoksalnie dzięki chorobie Nergala i temu, że pyka Dodę, metal wychodzi na salony...
4. Sporo dobrego hard rocka czy też rocka po prostu.
5. Powrót Hedfirst, mam nadzieję, że coś z tego będzie.
6. Kilka nowych, fajnych hal widowiskowych w kraju, w których można organizować duże imprezy.
Największe negatywne zaskoczenie:
1. Jak zawsze śmierć kilku osób, nawet mi się nie chce wymieniać.
2. Bullet for my Valentine i Dagoba - tak czekałem, a tak dali dupy na tych krążkach...
3. Volbeat - Beyond Hell Above Heaven to płyta dobra, ale liczyłem na coś innego
4. Mało urozmaicony polski rynek. Najlepsze tegoroczne płyty to w większości brutale. A gdzie reszta?
Nadzieje na 2011:
1. Hedfirst. Liczę na was chłopaki.
2. Taff. Nie wiem, co mu jest, ale chcę, żeby mu nie było.
3. Może coś nowego od Virgin Snatch, Hunter, Rootwater, Acid Drinkers, NoNe i reszty?
4. Zapowiedziane nowe płytki Kata z Romanem i Vadera.
5. Ciąg dalszy powrotów kapelek zagranicznych, na czele z Anthrax.
6. Zapowiedziane płytki DevilDriver, Gojira i paru innych...
Odkrycie roku:
Polska:
brak :/
Świat:
Trigger the Bloodshed
Jak najbardziej dozwolone wszelkie dyskusje i wskazówki. Zrobiłbym nawet jakieś głosowanie, gdyby mi się chciało i gdybym umiał. Dodam tylko, że powyższe podsumowanie było robione na szybko i z nudów, nie z potrzeby serca. Z góry całuję rączki za przypomnienie mi o dobrych płytach, nadziejach i wszystkim związanym z muzyką rockową, cobym mógł sobie uzupełnić braki.
piątek, 5 listopada 2010
Przypadek 1
Przypadek wzięty z życia zawodowego.
Wprowadzenie:
Mamy klienta, poważna duuuuża firma, pracownicy to szychy, drogie garnitury, lśniące samochody. Klient z rodzaju tych kluczowych. Nazwijmy tę firmę firmą Z.
Osoby dramatu
X - prezes firmy Z
Y - wiceprezes firmy Z
S - szef działu analiz i czegoś tam, z którym jestem zmuszony "współpracować"
P - szef działu rozbudowy czy jakiejś innej przyszłości firmy Z
R - pracownik działu kierowanego przez pana P
ja - ja (Kuba)
M - mój szef
Akcja właściwa:
Moim zadaniem jest publikowanie materiałów dotyczących spraw związanych z firmą Z. Materiały te dotyczą rozbudowy infrastruktury zakładów należących d Z, więc przede mną odpowiednie materiały przygotowywał pan P i jego pracownicy - ów pion w firmie odpowiedzialny jest za ową rozbudowę, więc wiedzą co i jak. Szło im nienajgorzej, ale w firmie Z zaczęły się przetasowania. Po przetasowaniach zaczęły się tam jakieś utarczki, dość powiedzieć, że skończyło się na tym, że obowiązek tworzenia rzeczonych materiałów spadł na firmę, w której ja pracuję. I na mnie konkretnie.
Co miesiąc muszę przygotować kolejną porcję materiałów i danych (muszą być jak najbardziej aktualne oczywiście). Muszę się zmieścić w odpowiednim terminie, bo wszystko idzie do drukarni i dalej. I każdy przygotowany materiał muszę mieć z
aakceptowany przez firmę Z, a konkretnie przez pana S, który został oddelegowany do kontaktów ze mną.

Październik.
Zrobiłem kolejną porcję materiałów. Wysyłam panu S do akceptu.
Po dwóch dniach dostaję niezbyt miłego maila (pan S zwykł traktować osoby na niższym szczeblu z góry) o tym, że to zupełnie nie tak. Miało być w stylu 1, a ja zrobiłem w stylu 2.
Okej. Po kilku dniach przesłałem porcję materiałów zrobionych w stylu 1, tak jak miało być.
Mija tydzień, terminy zaczynają gonić, mój własny szef zaczyna naciskać, żebym finalizował sprawę, ale delikatnie, żeby S się nie wkurzył. Wysyłam zatem delikatnego maila do S, w którym ja, uniżony sługa, odważam się zapytywać, czy jaśnie pan S już zapoznał się z materiałami.
S po dwóch kolejnych dniach odpisuje, że owszem, zapoznał się. Nawet przesłał je do sprawdzenia pod kątem merytorycznym do działu inwestycji, konkretnie do pana P. No to czekamy.
Następnego dnia pojawiam się w pracy. Przychodzi do mnie szef i z szelmowskim uśmieszkiem mówi, że mój mail, w którym pospieszałem S wywołał niezłą burzę w firmie. Wojenki zaczęły się na nowo, bo wszyscy mają parcie na szkło. P stwierdził, że wszystko co zrobiłem jest do dupy, więc od teraz on wraca do pisania i od dziś to on będzie redagował materiały. Rozmawiał już z wiceprezesem Y i ten się na to zgodził. Na to S mówi, że on protestuje i się nie zgadza, bo przecież ustalał z wiceprezesem X, że sam będzie się tym zajmował. Nic nie wskórawszy, P dzwoni do mojego szefa (M).
S - to jest do dupy wszystko, totalnie nieaktualne. Przedwczoraj zakończyliśmy kolejny zajebiście ważny etap inwestycji, tu nawet słowa o tym nie ma.
M - a jak ma być, skoro nawet się nie pofatygowaliście, żeby jakąkolwiek informację wysłać Kubie?
S - a on się skontaktować nie mógł?
M - kontaktował się, daliście mu zdjęcia i na tym się skończyło
S - dobra, ale reszta też jest nieaktualna. Ze dwa tygodnie temu to może i było aktualne.
M - Kuba wysyłał wam to właśnie ze dwa tygodnie temu. Od tego czasu leżało na waszym biurku. Nie dziwota, że jest nieaktualne.
Sprawdzam pocztę - mail od S.
"Panie Jakubie, bla bla bla bla, przesyłam poprawiony tekst, zróbcie korektę i jedziemy dalej".
Zajebiaszczo - myślę - widać koniec. Wysyłam tekst do korekty, nawet do niego nie zaglądając. W załączniku ponadto dwa zdjęcia jako ilustracje do tekstu. W mailu zwrotnym pytam S jak mam podpisać foty. Dostaję odpowiedź:
"Jakie zdjęcia? Może to pan P coś podsyłał?"
Tematu zdjęć więcej nie drążę.
Przybiega korektor - Kuba, chodź spojrzyj, bo ja nie wiem o co kaman.
Otwieram plik - to nie mój tekst, ale coś zupełnie innego, stek zdań bez sensu, jakby ktoś napisał wypracowanie pełne trudnych słów, a potem na chybił trafił powycinał z niego co trzecie. Całość zrobiona w stylu 2, w którym zrobiłem pierwsze odrzucone materiały (bo miały być w stylu 1). Pod tekstem podpisani P i R. Poprawiam, żeby miało sens. Wrzucamy do lejałtu i ślemy do akceptu do S.
S odpisuje: wszystko git, ino poprawcie bla bla bla. I jeszcze te informacje w dziale niusów są nieaktualne, przecież wysłałem wam nowego niusa wczoraj i jeszcze jednego przed chwilą (dedlajn do tekstów minął ze dwa tygodnie temu).
Redaguję, wrzucamy do lejałtu. Ślemy do S.

S odpisuje - git majonez, tylko jedna rzecz. Czy pod tym tekstem inwestycyjnym muszą być podpisani P i R? Nie lepiej napisać coś w stylu "Materiały wewnętrzne działu jakiegoś tam firmy Z"? Proszę zadzwonić do pana P i jakoś to z nim ugadać, promujmy firmę, nie ludzi!!! tylko niech pan mu nie mówi, że to mój pomysł...
Zgłupiałem i pytam szefa, co zrobić. M się trochę śmieje a trochę wścieka, w końcu mówi, żeby wstawić taki podpis, jak mówi S, olać dzwonienie do P - szef bierze to na siebie w razie czego i ogólnie niech się pierdolą. Jak będą mieli wąty to się powie, że już poszło do druku i że w ogóle za późno to ogarnęli, nie mieliśmy czasu zmieniać, więc poszło jak poszło.
Zmieniamy, wszystko piknie aż się świeci. Ślemy do S.
S odpisuje - wszystko cudownie i wspaniale, ale czy uzgodniłem zmianę podpisu z panem P... bo S nie chciałby tego zmieniać bez kontaktu z nimi, a z drugiej strony nie chce im tego sugerować osobiście... "wiem, że to niezręcznie może, ale..."
Szefie, S się pyta, czy obgadałem sprawę tego podpisu z P - komunikuję szefowi.
M: Dobra, ja zaraz zadzwonię do P i mu powiem, jak jest. Odpisz, że ja się tym zająłem ("Sprawę podpisu przejął pan M, mój szef" - odpisuję.) Ale kurwa, trochę się teraz boję.
Wprowadzenie:
Mamy klienta, poważna duuuuża firma, pracownicy to szychy, drogie garnitury, lśniące samochody. Klient z rodzaju tych kluczowych. Nazwijmy tę firmę firmą Z.
Osoby dramatu
X - prezes firmy Z
Y - wiceprezes firmy Z
S - szef działu analiz i czegoś tam, z którym jestem zmuszony "współpracować"
P - szef działu rozbudowy czy jakiejś innej przyszłości firmy Z
R - pracownik działu kierowanego przez pana P
ja - ja (Kuba)
M - mój szef
Akcja właściwa:
Moim zadaniem jest publikowanie materiałów dotyczących spraw związanych z firmą Z. Materiały te dotyczą rozbudowy infrastruktury zakładów należących d Z, więc przede mną odpowiednie materiały przygotowywał pan P i jego pracownicy - ów pion w firmie odpowiedzialny jest za ową rozbudowę, więc wiedzą co i jak. Szło im nienajgorzej, ale w firmie Z zaczęły się przetasowania. Po przetasowaniach zaczęły się tam jakieś utarczki, dość powiedzieć, że skończyło się na tym, że obowiązek tworzenia rzeczonych materiałów spadł na firmę, w której ja pracuję. I na mnie konkretnie.
Co miesiąc muszę przygotować kolejną porcję materiałów i danych (muszą być jak najbardziej aktualne oczywiście). Muszę się zmieścić w odpowiednim terminie, bo wszystko idzie do drukarni i dalej. I każdy przygotowany materiał muszę mieć z
aakceptowany przez firmę Z, a konkretnie przez pana S, który został oddelegowany do kontaktów ze mną.

Październik.
Zrobiłem kolejną porcję materiałów. Wysyłam panu S do akceptu.
Po dwóch dniach dostaję niezbyt miłego maila (pan S zwykł traktować osoby na niższym szczeblu z góry) o tym, że to zupełnie nie tak. Miało być w stylu 1, a ja zrobiłem w stylu 2.
Okej. Po kilku dniach przesłałem porcję materiałów zrobionych w stylu 1, tak jak miało być.
Mija tydzień, terminy zaczynają gonić, mój własny szef zaczyna naciskać, żebym finalizował sprawę, ale delikatnie, żeby S się nie wkurzył. Wysyłam zatem delikatnego maila do S, w którym ja, uniżony sługa, odważam się zapytywać, czy jaśnie pan S już zapoznał się z materiałami.
S po dwóch kolejnych dniach odpisuje, że owszem, zapoznał się. Nawet przesłał je do sprawdzenia pod kątem merytorycznym do działu inwestycji, konkretnie do pana P. No to czekamy.
Następnego dnia pojawiam się w pracy. Przychodzi do mnie szef i z szelmowskim uśmieszkiem mówi, że mój mail, w którym pospieszałem S wywołał niezłą burzę w firmie. Wojenki zaczęły się na nowo, bo wszyscy mają parcie na szkło. P stwierdził, że wszystko co zrobiłem jest do dupy, więc od teraz on wraca do pisania i od dziś to on będzie redagował materiały. Rozmawiał już z wiceprezesem Y i ten się na to zgodził. Na to S mówi, że on protestuje i się nie zgadza, bo przecież ustalał z wiceprezesem X, że sam będzie się tym zajmował. Nic nie wskórawszy, P dzwoni do mojego szefa (M).
S - to jest do dupy wszystko, totalnie nieaktualne. Przedwczoraj zakończyliśmy kolejny zajebiście ważny etap inwestycji, tu nawet słowa o tym nie ma.
M - a jak ma być, skoro nawet się nie pofatygowaliście, żeby jakąkolwiek informację wysłać Kubie?
S - a on się skontaktować nie mógł?
M - kontaktował się, daliście mu zdjęcia i na tym się skończyło
S - dobra, ale reszta też jest nieaktualna. Ze dwa tygodnie temu to może i było aktualne.
M - Kuba wysyłał wam to właśnie ze dwa tygodnie temu. Od tego czasu leżało na waszym biurku. Nie dziwota, że jest nieaktualne.
Sprawdzam pocztę - mail od S.
"Panie Jakubie, bla bla bla bla, przesyłam poprawiony tekst, zróbcie korektę i jedziemy dalej".
Zajebiaszczo - myślę - widać koniec. Wysyłam tekst do korekty, nawet do niego nie zaglądając. W załączniku ponadto dwa zdjęcia jako ilustracje do tekstu. W mailu zwrotnym pytam S jak mam podpisać foty. Dostaję odpowiedź:
"Jakie zdjęcia? Może to pan P coś podsyłał?"
Tematu zdjęć więcej nie drążę.
Przybiega korektor - Kuba, chodź spojrzyj, bo ja nie wiem o co kaman.
Otwieram plik - to nie mój tekst, ale coś zupełnie innego, stek zdań bez sensu, jakby ktoś napisał wypracowanie pełne trudnych słów, a potem na chybił trafił powycinał z niego co trzecie. Całość zrobiona w stylu 2, w którym zrobiłem pierwsze odrzucone materiały (bo miały być w stylu 1). Pod tekstem podpisani P i R. Poprawiam, żeby miało sens. Wrzucamy do lejałtu i ślemy do akceptu do S.
S odpisuje: wszystko git, ino poprawcie bla bla bla. I jeszcze te informacje w dziale niusów są nieaktualne, przecież wysłałem wam nowego niusa wczoraj i jeszcze jednego przed chwilą (dedlajn do tekstów minął ze dwa tygodnie temu).
Redaguję, wrzucamy do lejałtu. Ślemy do S.

S odpisuje - git majonez, tylko jedna rzecz. Czy pod tym tekstem inwestycyjnym muszą być podpisani P i R? Nie lepiej napisać coś w stylu "Materiały wewnętrzne działu jakiegoś tam firmy Z"? Proszę zadzwonić do pana P i jakoś to z nim ugadać, promujmy firmę, nie ludzi!!! tylko niech pan mu nie mówi, że to mój pomysł...
Zgłupiałem i pytam szefa, co zrobić. M się trochę śmieje a trochę wścieka, w końcu mówi, żeby wstawić taki podpis, jak mówi S, olać dzwonienie do P - szef bierze to na siebie w razie czego i ogólnie niech się pierdolą. Jak będą mieli wąty to się powie, że już poszło do druku i że w ogóle za późno to ogarnęli, nie mieliśmy czasu zmieniać, więc poszło jak poszło.
Zmieniamy, wszystko piknie aż się świeci. Ślemy do S.
S odpisuje - wszystko cudownie i wspaniale, ale czy uzgodniłem zmianę podpisu z panem P... bo S nie chciałby tego zmieniać bez kontaktu z nimi, a z drugiej strony nie chce im tego sugerować osobiście... "wiem, że to niezręcznie może, ale..."
Szefie, S się pyta, czy obgadałem sprawę tego podpisu z P - komunikuję szefowi.
M: Dobra, ja zaraz zadzwonię do P i mu powiem, jak jest. Odpisz, że ja się tym zająłem ("Sprawę podpisu przejął pan M, mój szef" - odpisuję.) Ale kurwa, trochę się teraz boję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












